Kwiecień 19 2019 19:21:14
Nawigacja
· Strona Główna
· Informacje o Szkole
· Historia Szkoły
· Kalendarz 2018/2019
· Patron Szkoły
· Dokumenty szkolne
· Dziennik elektroniczny
· COMENIUS 2013/2014
· Gimnazjum
· --------------------------
· Artykuły
· Linki
· Galeria
· --------------------------
· Szukaj
· --------------------------
· Samorząd szkolny
· SU "MALINKA"
· Klub Kraj-Turyst
· SKO
· Rekrutacja SP 2018/2019
· SK PCK
· Czujnik jakości powietrza
· Wolontariat
· Erasmus Plus
Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 1,394
· Najnowszy użytkownik: ezovek
Zielone lekcje w Łebie

Siódmy dzień – czwartek

Pełni optymizmu wstawaliśmy dziś z łóżek, ponieważ za oknami rozciągał się długo oczekiwany błękit. Poranna temperatura również sugerowała pogodny, ciepły dzień, dlatego zaraz po pobudce zasypywaliśmy panie pytaniami: gdzie…..?, kiedy…?, dokąd…? itd. itp.

Podczas śniadania kolejny raz próbowaliśmy różnych smaków,  każdy miał skosztować to, czego dotychczas nie jadł. Nie podoba nam się to! Panie codziennie chowają przed nami nutellę, którą kochane panie kucharki nam wystawiają i każą jeść twarożek, pomidorki, miodek. Brrr! Paskudztwo. Kto powiedział, że zdrowo znaczy smacznie?

Po śniadaniu, jak co dzień sprzątanie pokoi i komisja czystości, a po nich lekcja ed. polonistycznej i przyrodniczej. W Łebie wszystko stanęło na głowie; jesteśmy nad morzem, a poznawaliśmy legendę o Mnichu i Morskim Oku. Na dodatek ubieraliśmy Górali w stroje regionalne. Po lekcjach szybko zabraliśmy picie i poszliśmy do największego w Polsce labiryntu. Goniliśmy się w tunelach wysadzanych tujami, a przy okazji zdobywaliśmy cztery bazy. Niektórzy z nas przebiegali przez labirynt kilka razy, inni nie potrafili znaleźć drogi do wyjścia. Przy okazji zaliczyliśmy plac zabaw i inne atrakcje dla dzieci. W drodze powrotnej panie kupiły pyszne lody ufundowane dla nas przez Radę Rodziców z okazji Dnia Dziecka. Dzię-ku-je-my!!!

Po obiedzie (zupa ogórkowa, kasza z gulaszem i ogórek) kolejna matma. Musimy liczyć, żeby umieć przeliczać ubywające z portfelików pieniądzeJ Szybko uporaliśmy się z zadaniami, ponieważ o 15:00 musieliśmy być gotowi do wyjścia. Tym razem szliśmy pieszo do pobliskiego Nowęcina, gdzie było przygotowane ognisko i przejażdżka bryczką. Zabraliśmy ze sobą piłki, skakanki, bo szykowała się świetna zabawa. Po drodze zauważyliśmy, że podąża za nami wielka czarna chmura. Powrót do domu nie miał sensu, bo odeszliśmy zbyt daleko, poza tym, nie mieliśmy pewności, że będzie padało. Na miejscu w stadninie podzieliliśmy się klasami na trzy grupy (wyjeżdżamy wszędzie z Knurowem), które kolejno wsiadały do bryczki i ruszały wertepami w siną dal. Pozostałe dzieci przygotowywały się w tym czasie do pieczenia kiełbasek. Niestety, bardzo szybko przybyła za nami na miejsce pikniku ścigająca nas chmura, która postanowiła całą swoją zawartość opróżnić dokładnie nad naszym ogniskiem. Pieczenie kiełbasek w deszczu nie należy do większych przyjemności, jednak dla nas była to frajda i choć panie zaganiały nas pod zadaszenie, co chwila ktoś wyskakiwał i slalomem biegał między spadającymi gęsto kropelkami. Do „naszej” chmury dołączyły wkrótce inne, równie wielkie i ciężkie deszczowe chmurzyska. Dzięki nim nie musieliśmy wracać pieszo do domu. Panie zamówiły kolejkę (tę samą, która wiozła nas w poniedziałek do Rąbki) i tak dotarliśmy do Łeby. Korzystając z tego, że byliśmy już mokrzy, od razu umyliśmy włosy. Po kolacji wyszliśmy jeszcze raz na spacer. Zobacz zdjęcia.

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
5,194,954 unikalne wizyty