Kwiecień 23 2019 10:20:46
Nawigacja
· Strona Główna
· Informacje o Szkole
· Historia Szkoły
· Kalendarz 2018/2019
· Patron Szkoły
· Dokumenty szkolne
· Dziennik elektroniczny
· COMENIUS 2013/2014
· Gimnazjum
· --------------------------
· Artykuły
· Linki
· Galeria
· --------------------------
· Szukaj
· --------------------------
· Samorząd szkolny
· SU "MALINKA"
· Klub Kraj-Turyst
· SKO
· Rekrutacja SP 2018/2019
· SK PCK
· Czujnik jakości powietrza
· Wolontariat
· Erasmus Plus
Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 1,394
· Najnowszy użytkownik: ezovek
ZIELONE LEKCJE 2013

DZIEŃ TRZECI

Jak na niedzielę przystało, zaraz po śniadaniu poszliśmy na mszę świętą do miejscowego kościoła. Było super, ponieważ zebrało się na jednej mszy kilka zielonych lekcji i kościół pękał w szwach. Choć od rana nie było upału postanowiliśmy pójść na spacer. Panie poprowadziły nas do portu. Idąc nabrzeżem portowym oglądaliśmy przeróżne statki wycieczkowe i kutry rybackie. Mieliśmy wielkie szczęście, bo zastaliśmy przy racy rybaków, którzy oprawiali ryby. Mogliśmy więc zobaczyć i dotknąć świeżego dorsza, turbota, flądrę węgorza a nawet belonę. Dotychczas znaliśmy takie okazy tylko z TESCO. Inni rybacy czyścili swoje sieci. Kilka kroków dalej mogliśmy zobaczyć, jak wędzi się świeże ryby. Nas zapach wędzarni nie wzruszał, ale nasze panie nie radziły sobie z przełykaniem ślinki. W drodze powrotnej zamówiliśmy rejs statkiem. Mimo tylu atrakcji, których doświadczyliśmy do południa najważniejsze jednak było to, że w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy sklepach z pamiątkami. Jest tutaj tyle wspaniałości, że trudno nam się zdecydować, co kupić. Panie stale powtarzają, żebyśmy się na razie wstrzymali z zakupem pamiątek i obejrzeli wszystkie kramy w Łebie, ale jak to zrobić? Po obiedzie zastaliśmy godzinę na placu zabaw na terenie naszego obiektu, a później poszliśmy na umówiony rejs. To dopiero była frajda!!! Płynęliśmy statkiem pirackim. Kapitan zaprosił nas na mostek i ci z nas, którzy chcieli, mieli możliwość sterowania statkiem. Mogliśmy też za drobną opłatą uzyskać Certyfikat Wilka Morskiego. Nasze „klasowe wilki” momentami nie były takie odważne i pewne siebie, jak zwykle, szczególnie, gdy fale unosiły łajbę w górę, a zaraz potem zwalały ja z pluskiem w dół. Po powrocie do portu chwiejnym krokiem zeszliśmy na ląd. Tym razem nie mieliśmy już ochoty na zakupy i spacery. Chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć do domu i odpocząć. Po kolacji poszliśmy na obiecane atrakcje, czyli do lunaparku przy wydmach. Było świetnie!!! Dzień zakończyliśmy zabawą na plaży. Zmęczeni, pełni wrażeń po niedzielnych atrakcjach, ciągnąc za sobą nogi wracaliśmy do domu. Każdy z nas marzył tylko o jednym: O SWOIM ŁÓŻKU. Zasnęliśmy zanim położyliśmy głowy na poduszkach.

 

DZIEŃ CZWARTY

Z pochyloną głową musimy przyznać, że pokonały nas nasze słabości. Nie jesteśmy piechurami ! Nie jesteśmy wędrowcami! Nasze dolne kończyny, gdyby tylko potrafiły wołać, krzyczałyby: ”Chcemy leżeć!!!!” Z dnia na dzień wstajemy później. Prawdę mówiąc, to nie wstajemy, ale zwlekamy się z łóżek, po wymuszonej pobudce. Nadmiar ruchu i świeżego powietrza wyraźnie nam szkodzi, słabniemy!!! A tu na domiar złego pojawił się konkurs czystości i trzeba sprzątać pokoje. Panie zapowiedziały, że komisja (codziennie w innym składzie) sprawdza porządek na i pod łóżkiem, w szafie i na półkach. To jakiś koszmar!!!! Jak to się robi? Gdzie jest mama?! Efekt naszych starań przerósł oczekiwania wszystkich. W pokojach lśniło, ciuchy w szafach poukładane jak w sklepie . Niemal wszyscy zdobyliśmy maksymalne 3 punkty. Czwartego dnia powitało nas bezchmurne niebo, jednak temperatura nie pozwalała na negliż. Zaopatrzeni w łopatki, piłki, kanapki i picie (panie codziennie każą nam szykować kanapki na plażę), poszliśmy zażywać słońca, wiatru i jodu. Na plaży każdy z nas znajduje zajęcie dla siebie. Jedni zamieniają się w krety, drudzy w poszukiwaczy muszelek i kamyków, jeszcze inni biegają z wiatrem. Kto by nie chciał szaleć w tak wielkiej piaskownicy? Po obiedzie odwiedziliśmy muzeum motyli, to było COŚ! Zobaczyliśmy okazy z całego świata, różnej wielkości i barwy. Chłopców fascynowały pająki i robaki(brrrrrrrrr!), dziewczyny były zauroczone motylami. Niech nikt nie sądzi, że po wystawie wróciliśmy do budynku, o nie! Prawym nabrzeżem kanału, wzdłuż przystani statków wycieczkowych i kutrów rybackich przeszliśmy aż do ujścia kanału portowego. Po drodze zobaczyliśmy przystań jachtową. Nie obyło się bez krótkiej lekcji. Nasza pani wyjaśniła nam do czego służy i jak działa pogłębiarka pracująca przy wejściu do portu. Z falochronów zaszliśmy na plażę, brzegiem morza, na bosaka doszliśmy do naszego wyjścia. Dziś po raz pierwszy na kilka minut mogliśmy zamoczyć stopy!!! Prawdę mówiąc, nie można tego nazwać dosłownie zamoczeniem, bo bawiliśmy się w uciekanie przed falami. Panie bardzo pilnowały, żeby nikt nie stał w wodzie. Byliśmy trochę źli i zawiedzeni, że jesteśmy nad morzem, a nie możemy w pełni korzystać z jego uciech. Ciągle jednak słyszymy od pań i naszej higienistki o aklimatyzacji, zdrowiu, bezpieczeństwie… Dorośli są dziwni, jakby zapomnieli, jak fajnie jest poszaleć. Po kolacji część z nas chciała pójść na zaplanowane gofry, jednak większość postanowiła zostać na placu zabaw. I tak podzieliliśmy się: pani Iwona została z częścią klasy na boisku, a panie Asia i Marzena poszły z resztą dzieci do pobliskiego sklepiku z goframi. Zaszaleliśmy na całego! Gofry z bitą śmietaną i świeżymi truskawkami, z polewami, dodatkami… Pychotka! Pałaszowaliśmy z takim apetytem, że przechodnie oglądali się za nami z uśmiechem. Minął kolejny dzień pełen wrażeń, przygód, zabawy. Jeszcze tylko kąpiel, mycie zębów i śpimy. Tak, tak, musimy się dobrze wyspać i porządnie zregenerować. Kto wie, co nas czeka jutro od rana? Zobacz zdjęcia

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
5,195,191 unikalne wizyty